Szkoła dobrych emocji


 
Wesoła szkoła wciąż mi się śni,
bez słowa "muszę" - ona musi, ono musi!
Wesoła szkoła to ja i ty,
nie zakazów, nakazów sieć.

Czytałem w prasie o klasie, gdzie,
jak mówił prymus, wciąż zachęta, a nie przymus,
gdzie groźba dwói nie budzi łez,
gdzie nudy nie ma, gdzie swoboda, a nie schemat.

Wesoła szkoła to ja i ty,
ważniejsi czasem niż x przed nawiasem,
to za katedrą ktoś przyjazny i
ciekawe, luźne dni.

 
K. Antkowiak Wesoła szkoła, słowa J. Cygan

     Właśnie zakończył się rok szkolny. Za nami apele, uroczyste przemówienia, wręczanie nagród, podziękowań, no i świadectw. W większości szkół zakończenie roku można nazwać „dniem pełnym uśmiechu”. Emocje, które towarzyszą nam  - nauczycielom, uczniom, rodzicom tego dnia – są na ogół pozytywne. Dlaczego to trwa tylko chwilę? Czemu takie emocje nie mogą towarzyszyć nam częściej? Czy szkoła nie może być „szkołą dobrych emocji” cały rok?


Nudna sztampa, czy ciepłe gesty? 

        Oczywiście nie w każdej szkole rozdanie świadectw będzie świętowane tak samo radośnie, zdarzają się sztampowe wystąpienia dyrekcji, bez ciepłych gestów i zwrotów w stronę ucznia. Bez empatycznego wczucia się w to, co jest w głowie i sercu tego siedmio-, jedenasto-, szesnastolatka… Jednak na ogół jest to miły dzień dla wszystkich zainteresowanych. 

    Co się na niego składa? To z jednej strony bardzo podniosłe momenty, wszyscy czują, że coś się kończy, chcą uroczyście uczcić takie chwile. Wszelkie niesnaski odchodzą w niepamięć, a pozostają uczucia wdzięczności. Trochę jak w święta Bożego Narodzenia – ludzie zaczynają traktować się serdecznie, życzliwie; nie boimy się łez wzruszenia, nie wstydzimy się bliskości – ściskamy się, przytulamy, relacje stają się bardziej bezpośrednie… Koniec roku to często czas pożegnań, np. uczniów z nauczycielem i mimo, że pojawia się wtedy smutek, to spojrzenie w przeszłość przynosi często szczery śmiech. Zwłaszcza, że z tej przeszłości wybiera się – np. podczas wspomnieniowych prezentacji zdjęć – tylko jasne momenty… Reagujemy spontanicznie, szkoła w ostatni dzień przed wakacjami ma naprawdę ludzką twarz. Jak sprawić, żeby ta ludzka twarz nie zniknęła wraz z 1. września?




Bezpieczny dystans
        Szkoła dobrych emocji, szkoła z ludzką twarzą z założenia musi choćby minimalnie zrezygnować z dystansu – począwszy od dyrekcji, poprzez nauczycieli, pracowników szkół, a na uczniach kończąc – wszyscy musieliby stać się nieco „luźniejsi”, nieco mniej poważni. To kosztuje, zwłaszcza, gdy nie jest się uczniem. 

     Dystans jest bezpieczny, bo stanowi ramę zachowań, wyznacza ich granice – nie trzeba reagować spontanicznie i intuicyjnie; reakcje są jasno określone, pozbawione prawdziwych emocji i przyporządkowane do naszych ról – skoro jestem nauczycielem, to nie wypada mi... np. przytulić ucznia, który tego oczekuje, podzielić się z nim swoimi szczerymi uczuciami; nie wypada mi luźniej zażartować. 

    Skoro jestem dyrektorem, to nie mogę śmiać się w głos z rodzicami, którzy odwiedzają swoje dzieci w szkole. Przecież taka sytuacja może „wymknąć się spod kontroli” – no właśnie, dystans jest bezpieczny, bo dzięki niemu ludzie poddają się kontroli, a niektórym (nauczycielom, dyrektorom, czasem też rodzicom) wydaje się, że bez kontroli – nie ma szacunku, nie ma zasad, nie ma dyscypliny, nie ma nauki…


„Wesoła szkoła to ja i ty…”

      Mimo, że dla niektórych dyrektorów/nauczycieli/rodziców jest to nie do wyobrażania, to istnieją szkoły, w których wzajemnego szacunku nie buduje się na sztucznym dystansie, a intensywnej pracy nie wymusza się wtłaczaniem w sztywne role. Jakie rozwiązania stosuje się w tych szkołach? 

     I tu zdziwienie – nie ma żadnych rewolucyjnych rozwiązań, bo każda prawdziwa „dobra zmiana” opiera się na ewolucji tego, co już wiemy, co może nawet okazjonalnie stosujemy, a co musi zostać rozwinięte (więcej pisałam o tym pod koniec tego artykułu). Oto szereg propozycji i wskazówek, jak tworzyć szkołę dobrych emocji:


  • Przykład idzie z góry, czyli „ciepła twarz dyrekcji”: co może zrobić dyrektor, by tworzyć szkołę dobrych emocji? Serdeczne witać się z uczniami każdego dnia; rozmawiać z nimi podczas przerw, na korytarzu, poza swoim gabinetem; spędzać czas z uczniami podczas wycieczek i wyjść; angażować się w imprezy szkolne i inicjatywy uczniów, nawet jeśli oznacza to przebranie się za płetwonurka czy bieganie po lesie w innym śmiesznym przebraniu.
  • W szkole dobrych emocji „ciepłej twarzy dyrekcji” powinni też doświadczać nauczyciele: podczas bezpiecznej i wesołej atmosfery na zebraniach rady pedagogicznej; podczas nieformalnych spotkań poza szkołą, a przede wszystkim wtedy, gdy dyrektor docenia ich – nawet najmniejsze – wysiłki wkładane w rozwój szkoły… 
  • Szkoła dobrych emocji zależy też od przestrzeni – każdy z nas nie raz doświadczył, jak negatywnie wpływają na samopoczucie ponure korytarze, zatłoczone sale lekcyjne i mało przytulny pokój nauczycielski. A gdyby w szkole stworzyć przyjazną, funkcjonalnie urządzoną przestrzeń, która zachęca do rozmów, spotkań, pracy w grupie, wymiany doświadczeń[1]? Przestrzeń, w której można odpocząć, ale też intensywnie wspólnie pracować. Taką przestrzeń, w której przytulny pokój nauczycielski i gabinet dyrektora nie są niedostępnymi bastionami strzeżonym zasiekami elektronicznych zamków, kodów i drzwiami bez klamek. Takie szkoły już istnieją, warto się inspirować! (zobacz ten projekt i tę publikację). 
  • Dobre emocje podczas zajęć: bezpieczna atmosfera podczas lekcji jest niezbędnym warunkiem efektywnej nauki. Istnieje szereg sposobów na to, by sprzyjała ona procesowi uczenia się: nauczyciel może pozytywnie wzmacniać, chwalić, budować poczucie kompetencji (pokazywać, jak wiele uczniowie już potrafią); uczyć skupienia na celach i zadaniach (wcześniej te cele razem z uczniami wyznaczać); uczyć, jak pracować z własnymi błędami (doceniać popełniane błędy, a nie piętnować; dawać budującą informację zwrotną); uczyć efektywnej pracy w grupie, a nawet pracować/uczyć się razem z uczniami; nauczyciel może też rezygnować z rywalizacji o oceny, przekazywać jasno, że nie one są najważniejsze.
  • Gdy chcemy, by w szkole panowały dobre emocje – warto postawić też na rozwój wspólnoty, na przykład poprzez organizację spotkań szkolnej społeczności; spotkań oficjalnych, podczas których dyrektor i osoby prowadzące potrafią mówić nie „z kartki” i nie tylko „o uczniach”, ale przede wszystkim „do uczniów”, z ciepłem, ze śmiechem, nieco luźniej. Ale nie tylko o takich spotkaniach mowa – a co gdyby robić je częściej, mniej formalnie, po to, by na przykład podziękować komuś (np. nauczycielowi za organizację jakiegoś przedsięwzięcia), by docenić czyjś sukces (może to być sukces ucznia, ale też sukces nauczyciela – zdobycie certyfikatu, odbycie szkolenia), a może po prostu warto pogratulować czasem publicznie pani woźnej, że właśnie urodził się jej wnuczek...[2] Podczas takich spotkań omawiać można wszystko to, co się wydarzyło w ostatnim czasie w naszej szkole, z czego jesteśmy dumni, co możemy w przyszłości poprawić, jakie mamy potrzeby, plany… Wspaniale też sprawdza się wspólne, publiczne wspominanie miłych chwil – oglądanie filmów, prezentacji, wspólny śmiech i szczypta nostalgii… Nawet jeśli organizacyjnie trudno robić zebrania dla całej szkoły, warto zainspirować się i wprowadzać te rozwiązania na poziomie klasy. 
  • A już na pewno takie spotkania konieczne są podczas wyjazdów i zajęć poza szkołą – tych zresztą powinno być jak najwięcej. Nauczyciele bardzo często nie doceniają znaczenia takich wyjść, często po prostu boją się je organizować, a zdarza się też, że im się po prostu nie chce. Praca poza szkołą to idealna i naturalna okazja, by społeczność integrować (to dzieje się praktycznie samoczynnie), by rozwiązywać konflikty, rozmawiać na trudne tematy, dopytywać, poznawać zdanie swoich uczniów – a temu wszystkiemu towarzyszą zawsze pozytywne emocje. Nauczyciele nie mają zamieniać się wtedy w „dozorujące psy”, a brać udział w aktywnościach uczniów (np. tworzyć z nimi grupy zadaniowe), wspólnie przeżywać to, co się dzieje (np. podczas wyjść do teatru, do galerii, do kina), rozmawiać o tym, czego wspólnie doświadczyliśmy. To także świetna okazja do tego, by doceniać się nawzajem...
  •  Dobre emocje w szkole biorą się właśnie przede wszystkim z doceniania i budowania wdzięczności. Badania psychologiczne pokazują, że żyje się zdrowiej, przyjemniej i bardziej efektywnie, gdy tworzymy wokół siebie „przestrzeń doceniania i wpierania” (polecam książkę Miłosza Brzezińskiego Głaskologia). Jak tę przestrzeń kreować?



- kartka „DZIĘKUJĘ” powieszona w klasie lub w pokoju nauczycielskim, by każdy kto chce komuś za coś podziękować mógł wpisać na niej miłe słowo dla kolegi/koleżanki,

- zapisywanie dobrych pomysłów lub sformułowań innych osób podczas zebrań/spotkań klasowych, by autor pomysłu miał poczucie docenienia („poczekaj, zapiszę ten pomysł”),

- pytanie o rady, a następnie korzystanie z tych rad – ma to szczególne znaczenie w przypadku nauczyciela i uczniów. Dzieciaki czują się niezmiernie docenione i traktowane po partnersku, gdy nauczyciel choć raz wykorzysta ich sugestie czy porady,

- docenianie czyjegoś wysiłku, zauważanie go, ale też pokazywanie, że nam na sobie zależy – małe prezenty w klasie (np. dla osób, które obchodzą urodziny) albo śmieszne nagrody na forum szkoły, np. Order Buntownika czy Nagroda SuperBelfra. A może czasem warto też wręczyć nagrodę za życzliwość i serdeczność dla innych, za kulturalne zachowanie, za wysiłek włożony w pracę albo za pozytywną zmianę w jakimś zakresie? Przy tym wszystkim ważne jest, by nie etykietować, a raczej pokazywać, jak pięknie się różnimy i jak wiele zyskujemy jako wspólnota dzięki swoim indywidualnym osiągnięciom...



...żeby chciało się chcieć.


       Wszystkie powyższe pomysły i inspiracje wymagają od mądrych dorosłych jednego – wyjścia poza strefę własnego komfortu. Są tacy, którzy prezentują postawę otwartości i zdobędą się na zmianę swoich nawyków. Ale będą też tacy, którzy odpowiedzą: „Nie po to zostawałem/-am nauczycielem/-ką, żeby teraz robić z siebie pajaca i latać po lesie”. Nie po to. Warto jednak odpowiedzieć sobie na pytanie: po co zatem?



Co mnie zainspirowało?
  • oczywiście szkoła, w której pracuję i świetne działania budujące jej pozytywny klimat, zobacz choćby tu: http://wysokieloty.pspo.edu.pl/2016/12/kreatywnie-zima-czyli-sekretariat-w.html i tu: http://www.pspo.edu.pl/news/2018/06/05/siatkarskie-emocje-na-najwyzszym-poziomie/
  • świeży post na blogu Asi Krzemińskiej Zakręcony Belfer, w którym dzieli się swoimi sposobami na budowanie relacji: https://zakreconybelfer.pl/2018/06/potwornie-wazne-relacje.html
  • wspomniana już książka Miłosza Brzezińskiego Głaskologia.

[1] W wielu nowoczesnych korporacjach z branży IT, jak choćby Google, Microsoft czy Apple przestrzeń jest tak organizowana, by zapewnić jak najczęstszy kontakt z innymi pracownikami, często w nieformalnych warunkach – na stołówce, podczas przerw – sprzyja to nie tylko zawiązywaniu dobrych relacji, ale też tworzeniu kreatywnych rozwiązań i skuteczniejszemu rozwiązywaniu problemów.
[2] To osobny, ale bardzo ważny temat: wspólnota szkoły składa się nie tylko z nauczycieli, uczniów i dyrekcji, ale także z sekretarek, księgowych, intendentów, woźnych, sprzątaczek, konserwatorów – to szczególnie ważne, by modelować wśród uczniów szacunek dla tych ludzi i ich pracy i na każdym kroku podkreślać, jak istotna jest ich obecność w szkole.
 

 

Photo by Ethan Hu on Unsplash
Photo by Ben White on Unsplash

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz